Czytelnicze podsumowanie roku 2018

O tym jak czytanie rozwija – czytelnicze podsumowanie roku 2018

Mimo, że rok 2018 po względem życiowym był jednym z cięższych to czytelniczo okazał się bardzo dobry. Był to czas w którym poznałam takie cudowne postaci jak sir Terry Pratchett, Neil Gaiman i Donna Tartt, a moja półka stała się ich domem. Był też czas, że na książki patrzeć nie mogłam i wcale nie był to krótki czas. W moim przypadku. Moje czytelnicze podsumowanie roku 2018 to liczba 73, z czego kilka było poniżej linii błota. Serio. Jestem bardzo dumna z tego wyniku.

Patrząc z perspektywy, rok 2018 nie był łaskawy również dla blogów. W ostatnim czasie pałeczkę pierwszeństwa przejmuje trochę instagram, Tumblr i twitter. Mam w tej kwestii mieszane uczucia, ponieważ z jednej strony lubię przy kawie poczytać o książkach, a z drugiej w pędzącym świecie staram się ograniczać wszystko do niezbędnego minimum (i pisząc te słowa myślę o powieść Ray’a Bradbury’ego 451 Farenheit). Czy to ograniczanie to dobra rzecz? Chyba jednak nie. Dlatego w tym roku postanowiłyśmy bardziej popracować nad CzytanieRozwija i strona przyjmie trochę inną formę. Gdzieś kiedyś, w odmętach internetu przeczytałam, że „nie samym czytaniem człowiek żyje”, dlatego opowiemy wam też o naszych innych pasjach i zainteresowaniach, a także co myślimy o sprawach najbardziej, nam książkoholikom, aktualnych.

Przechodząc już do setna sprawy, bo post ten miał być czytelniczym podsumowaniem i traktować o najlepszych (według mnie!) przeczytanych książkach w ubiegłym, 2018, roku. Najgorszych też, chociaż tych było na szczęście mało. Pozwolę sobie zacząć, jednak od końca.

Człowiek, który widział więcej – Eric Emmanuel Schmitt.

Powieść napisana w przez francuskiego pisarza Erica Emmanuela Schmitta, znanego w Polsce najlepiej z głośnej i wzruszającej książki „Oskar i Pani Róża”. Bardzo kontrowersyjna, zmuszająca czytelnika by się zatrzymał i przemyślał sens istnienia. Rozważająca sens istnienia Boga i różnych jego kultów. Główny bohater Augustin przeżywa zamach bombowy, ale niewiele z niego pamięta poza jedną dziwną postacią. Augustin skrywa natomiast pewną tajemnicę: widzi ludzi których już nie ma. Krótko po wybuchu dostaje propozycję nie do odrzucenia. Wywiad z Panem Bogiem. „O co zapytałbyś Boga, gdybyś mógł z nim porozmawiać?” Zaraz po przeczytaniu, nie oceniłam jej wybitnie. Młody chłopak żyjący na granicy jawy i snu. No nie. Można powiedzieć, że mi się nie podobała, ale do jakiej kategorii zaliczyć książkę, jeśli cały rok do niej wracasz, czytasz fragmenty i analizujesz, nie możesz przestać myśleć?

Wyprawa czarownic – Terry Pratchett.

Tym, którzy znają tłumaczyć nie trzeba, ale cała seria Świata Dysku to krzywe zwierciadło naszego świata. I gdybym swoją przygodę z twórczością sir Terry’ego Pratchett’a rozpoczęła od tomu Kolor magii, dzisiaj bym tak bardzo nie przepadła. A że pierwsze poznałam despotyczną Babcię Weatherwax, niekonwencjonalną Nianię Ogg i zmokłą kurę Magrat Garlick, zostałam „nawrócona”. Ten tom głównie dotyczy baśni i bajek i co to znaczy być matką chrzestną. Chociaż świetnie opisuje temat podróży i zapoznawania się z nowymi kulturami (w tej historii harabiego Draculę spotyka bardzo czosnkowy koniec). Trzy wiedźmy i bardzo charakterny kot, które nie zgadzają się na tendencyjny scenariusz i happyending. Mnóstwo sarkazmu, ironi, siły kobiet i kupa śmiechu.

Gwiezdny pył – Neil Gaiman

Magiczne love story w iść Gaimanowskim stylu. Książka udowadniająca, że dobra historia nie zawsze musi się charakteryzować przebojowym głównym bohaterem i epicką bitwą. Nieskomplikowana, pełna emocji prosta opowieść o Tristanie Thornie, niepoprawnym optymiście, który wyrusza w podróż by zdobyć serce ukochanej. Cel podróży okazuje się być inny od oczekiwanego, a droga iście przebojowa. Rzeczywistość przeplatająca się ze światem magicznym, miejscami mroczna, trochę zabawna. Dobry kawałek literatury fantasy. Elfy, wiedźmy, leśne duchy, spadające gwiazdy.

czytelnicze podsumowanie

Moje czytelnicze podsumowanie zbliża się do podium, na którym staną trzy najlepsze tytuły tego roku (w moim odczuciu!)

Marzyciel – Laini Taylor.

Co się dzieje, gdy upada ciemiężca? Bohaterowie wygrywają epicką bitwę, wyzwalają upadły lud, kurtyna opada. Czy wszystko wtedy idzie gładko, jak po maśle? No właśnie. Lazlo jest sierotą, który trafia do Królestwa Zośmy, dorasta w klasztorze i pewnego dnia trafia do Wielkiej Biblioteki by w końcu zostać bibliotekarzem. Cichy, skromny, niczym niewyróżniający się chłopak skrupulatnie wykonuje swoje obowiązki i marzy, że pewnego dnia uda mu się odnaleźć zaginione miasto Szloch. I gromadzi wiedzę. Aż pojawia się szansa na spełnienie marzeń. Magiczna, wciągająca historia rodem z baśni tysiąca i jednej nocy opowiadająca o kolizji świata zwycięzców ze światem przegranych i gorzkim smaku zwycięstwa. W lutym 2019 mamy premierę kolejnego tomu, Muza koszmarów, i już nie mogę się doczekać.

Tajemna historia – Donna Tartt.

Głęboko żałuję, że przeczytałam tę książkę tak późno. Nawet teraz próbując ubrać w słowa emocje z nią związane mam spore trudności. Tajemna historia, nie taka znowu tajemna, już od początku uprzedza, że będzie mowa o morderstwie. Główny bohater, Richard Papen czuje się nierozumiany i nieakceptowany w domu rodzinnym dlatego postanawia wyjechać na drugi koniec kraju do ekskluzywnego Hampden College. Taki buntownik z wyboru, rozumiecie? Na miejscu również nie chce być przeciętnym studentem, dlatego zapisuje się na zajęcia z greki do ekscentrycznego profesora i zaprzyjaźnia się z jego, niemniej, ekscentrycznymi, zblazowanymi uczniami. Grupę fascynuje styl życia starożytnych Greków i Rzymian. Czytając żyłam z bohaterami, chodziłam ich drogami, pełna fascynacji oczekiwałam na rozwój wydarzeń jednoczenie zastanawiając się nad stawianymi pytaniami o sens wszystkiego. Inteligentna, przenikliwa, fascynująca. Autorka traktuje czytelnika jako istotę wybitnie inteligentną i dlatego nie znajdziecie tu dosłownych tłumaczeń i mówienia wprost. Dla mnie TOP of the TOP.

Seria Wojna lotosowa – Jay Kristoff     

Absolutnym, totalnym, bezsprzecznym nr 1 w roku 2018 była seria Wojna lotosowa: Tancerze burzy, Bratobójca i Głosząca kres. Mimo, że do młodzieży ja już nie należę, to historia Yukiko i Buruu skradła mi serce. Powieść z kategorii steampunk, osadzona w klimacie feudalnej Japonii przedstawia nam szesnastoletnią Kitsune Yukiko córkę wielkiego łowczego Masaru-san. Jej przeznaczeniem jest stać się bohaterką. Ale ta droga wcale nie jest usłana różami, raczej zalana krwią. Bardzo piękna historia o przyjaźni, lojalności, akceptacji, dumie. O miłości też, każdym jej rodzaju. I o przerażającym skażeniu natury, spowodowanym rządzą bogactwa i egoizmem. Czytając przeżywałam całą gamę ludzkich emocji. Śmiałam się, ekscytowałam, złościłam i płakałam. Byłam gotowa rzucać książką, rwać ją na strzępy by już po chwili zostać pochłoniętą ponownie. Playlistę nawet układałam (3 Doors Down – When I’m gone dedykuję Kinowi i Yukiko) Czy może być jakaś lepsza recenzja? I oni tam mają mechaniczne katny, mistrzów miecza i kodeks bushido!!! 

 

Te czytelnicze podsumowanie jest totalnie subiektywne. Tylko moje i każdy powinien wyrobić sobie swoje własne zdanie, bo „jednemu Kaśka, a drugiemu Maryśka”. Chciałam napisać też o kilku marnych pozycjach, które zaliczyłam do kategorii „drukarz płakał jak drukował”, ale po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nie ma co robić PR marnym pozycjom. Lepiej rozmawiać o wartościowej literaturze. Prestiżowej jak to określają pewne kręgi internetowych literatów. I chciałbym jeszcze tylko powiedzieć: dziękuję mój portfelu, że znosisz moją pasję 😉