Król przyjmuje – Eduardo Mendoza

Jak opisać książkę, która z jednej strony zawiera olbrzymią dawkę przemyśleń, a z drugiej jest nudna jak flaki z olejem? Do tego wzięłaś ją w ramach recenzji i chcesz wybrnąć z tego zachowując twarz…

Mój mały wstęp może nie być najlepszą reklamą książki Król przyjmuje, hiszpańskiego pisarza Eduardo Mendozy, ale pierwszy raz mam poważny dylemat opiniotwórczy. Dostrzegam walory filozoficzne, ale główny bohater budzi we mnie najmroczniejsze emocje. Zamykałam ją wielokrotnie z zamiarem porzucenia czytania, by wrócić znowu i analizować punkt widzenia autora.

Nie skreślajmy Król przyjmuje…

Ale od początku… Poznajemy młodego Rufo, który jednocześnie opowiada nam tę historię, na wczesnym etapie jego dorosłości. Sam siebie określa jako człowieka o niesprecyzowanych aspiracjach, który podjął pracę w gazecie, ponieważ w zasadzie nie potrafi nic innego robić poza pisaniem.

Ta ścieżka kariery, jak mówi blurb, wiedzie go do spotkania z zdetronizowanym księciem jakiegoś nadbałtyckiego królestwa Liwoni (fikcyjne), które zmienia jego dotychczasowe życie. Jak zmienia? A no w tym problem, że sagnifique zmiana pojawia się gdzieś po ¾ nudnawych opisów kolejnych etapów życia naszego bohatera. Bo pasywność Rufo wręcz wypływa z kart powieści i przelewa się na czytelnika. Jest absolutnie bierny praktycznie w każdej życiowej sytuacji, pozwala innym kierować sobą, zdaje sobie z tego sprawę i przyjmuje postawę myślowo-krytykancką? Wiecie, co mam na myśli? Kiedy we własnej głowie człowiek jest alfą i omegą, a w bezpośrednim spotkaniu albo w ogóle nie ma zdania, albo podejmuje ledwie mizerne próby wypowiedzi. 

Król przyjmuje

O zgrozo, wielka zmiana oznacza wyjazd do Nowego Yorku, gdzie, że tak powiem potocznie, znowu w koło panie pierdoło. Tylko więcej postaci drugoplanowych. Sami rozumiecie, wieje nudą, ale… Urzekła mnie przenikliwość umysłu naszego Rufo. Krytykanctwo wszystkich i wszystkiego, w głównej mierze samego siebie. Potrafi docenić wszystkich, bez względu na sytuację i okoliczności. W rywalu dostrzega autentyczność i racjonalność myślenia, mimo że łamie mu to serce. Gdyby nie analiza społecznopolityczna tego jakże znamiennego okresu w historii świata: zimna wojna, wyścig zbrojeń, wojna w Wietnamie, afera watergate, rządy generała Franco, budowa muru berlińskiego i blok wschodni, wreszcie emancypacji kobiet i rewolucji seksualnej rzuciłabym „Król przyjmuje” won. 

Czy lepiej kiedy jest król, czy kiedy go nie ma?

Jeśli zapytacie mnie, czy przeczytam kolejne tomy Zasad dynamiki, to odpowiedź brzmi: tak. Dlaczego? Po wyraźnym bólu czytania, jaki wynika z powyższych akapitów, można wyciągnąć wniosek, że raczej nie sięgnę po twórczość Mendozy. Myślę jednak, że książka, która wywołuje emocje, zmusza do myślenia, pobudza dyskusje wśród przyjaciół, generalnie nie daje o sobie zapomnieć jest książką wartą czytania. Nie ma nic gorszego niż literatura mdła, nijaka, opowiadająca historie bez podkreślania ich sensu. 

logo znak