Wielka samotność – Kristin Hannah


Samotność to taka straszna trwoga, 
Ogarnia mnie, przenika mnie. 
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że 
Że nie ma Boga, nie ma nie! Nie ma Boga, nie. 
Dżem – List do M.

Samotność jest stanem wyobcowania.

Wielka samotność

„Wielka samotność” Kristin Hannah to premiera roku 2018 i Goodreads Choice Winner w kategorii powieści historycznej. Nie jest to zaskakujące. Kto spotkał się już wcześniej z twórczością Kristin Hannah i polubił jej pióro, tym razem również się nie zawiedzie. Powieść ma charakterystyczną konstrukcję czyli odpowiednią dozę grozy i melodramatyzmu. To takie połączenie dramatu i opery mydlanej, ale w pozytywnym znaczeniu, ponieważ trzyma czytelnika w emocjonalnych kleszczach od pierwszej do ostatniej strony. Fabuła książki porusza kilka poważnych problemów, które niestety ciągle są w pewnym sensie taboo.

W 1974 roku trzynastoletnia Lenora przeprowadza się z rodzicami na Alaskę by zacząć życie od nowa. Razem z ojcem weteranem wojny w Wietnamie i matką, eteryczną hipiską, odbywają podróż z Seattle do alaskańskiej głuszy, rozklekotanym volkswagenem busem by uwolnić się od dręczących ich problemów. Rodzina Allbrightów jest zupełnie nieprzygotowana na to co ich czeka na miejscu. Rozklekotana chałupka, brak prądu, bieżącej wody i wychodek zamiast kanalizacji. Brak zapasów, brak pieniędzy, a zza gór wychyla nieprzewidywalna i groźna zima. Leni jest dziwną, wyobcowaną dziewczynką, kochającą książki i fotografię. Czuje się rozdarta pomiędzy własnymi potrzebami, a wielkimi pragnieniami rodziców. Ernt, ojciec Leni, cierpi na zespół stresu pourazowego i ucieka przed dręczącymi go koszmarami, natomiast Cora próbuje mu pomóc jednocześnie poszukując własnego ja. Gdzie w tym wszystkim jest Leni? No właśnie… Początkowo pojawia się nadzieja, ale razem ze zbliżającą się ciemnością i zimnem, powracają demony.

Wielka samotność

Co mnie urzekło najbardziej w „Wielka samotność” to zapierające dech w piersi, przejmujące opisy alaskańskiej przyrody. Zmiany w krajobrazie zachodzące wraz ze zmieniającymi się porami roku. Siła lodu, surowość gór, brutalność zwierząt – wszystko by przetrwać, zamknąć cykl życia. Wielka, bezlitosna samotność. Autorka w tej powieści bardzo mocno posłużyła się kontrastami. Zestawiła siłę jednostki z potęgą natury, życie w głuszy z życiem w mieście, wyobrażenia o życiu z brutalną rzeczywistością. Siłę i słabość. Pokazała jakimi konformistami jesteśmy współcześnie. Wzbudziła mój głęboki szacunek dla ludzi, którzy decydują się żyć w miejscach gdzie matka natura nadal jest potężną i nieprzejednaną królową –

„Go big or go home”.

Dostrzegam też pewne minusy, nie ma co ukrywać. Jak już wspomniałam, autorka ma tendencje do melodramatyzmu i idealizowania pewnych bohaterów. Odrealnienia.  W końcu ludzie są tylko ludźmi i nawet Ci najlepsi mają wady. W „Wielka samotność”, jak i „Słowik”, nadal mamy bierną, skrzywdzoną postać kobiecą, wielką miłość (taką, można by powiedzieć, rodem z Verony), tragedię i, niestety, trochę kiczowate dialogi. Może warto w tym dostrzec piękno, bo finalnie dostajemy epicką powieść. Podsumowując, „Wielka samotność” Kristin Hannah to historia, która zostanie z czytelnikiem na dłużej, ale też i czytelnik musi lubić powieści obyczajowe i dramaty. Fanom kryminałów i thrillerów nie specjalnie przypadnie ona do gustu. 😉